To będzie najlepszy wybór! Niezależnie od tego, czy szukasz spokoju w naturze, miejskiego zgiełku, chcesz spędzić urlop z rodziną, marzysz o kempingu na zielonej trawie, historycznej przygodzie czy też tradycyjnym leniuchowaniu. W Turyngii znajdziesz najlepsze lokalizacje, idealnie dostosowane do potrzeb każdej osoby.
Radość wędrowania
Wyprawa przez wąwozy
Zanim Margit Stephan wyruszy z grupą na szlak, musi zadać kilka pytań. Czy mają to być raczej dwie godziny, czy może pół dnia? Wolimy trasę, która najpierw prowadzi w górę czy w dół? Mamy w grupie osoby z dziećmi w wózkach? Choć te ostatnie, podobnie jak rowery, nie są w Wąwozie Smoków dozwolone. Aby zrozumieć zasady panujące w tym rezerwacie, nie trzeba wielkiej wyobraźni – wystarczy stanąć w najwęższym miejscu przesmyku. A propos wyobraźni: nasza wyprawa zaczyna się na dostępnym również autobusem „Parkingu Wędrowców Wyobraźnia” na południowych obrzeżach Eisenach. Żegnaj, dzielnico historycznych willi, witaj naturo! Idziemy wzdłuż potoku, który urokliwie meandruje przez łęgowy lasek, aż do „Rozwidlenia Königa” (Königskreuzung). Skąd wzięła się ta nazwa? Przewodniczka ze stowarzyszenia Eisenacher Gästeführer wskazuje na wzgórze, gdzie potężny kamień upamiętnia Gottloba Königa. „Uważa się go za jedną z najważniejszych postaci nauki i gospodarki leśnej XIX wieku” – opowiada. „Zgodnie ze swoją dewizą, że »lasy to najwspanialsza ozdoba krajów«, dokonał naprawdę dużych rzeczy”. To on sprawił między innymi, że udostępniono publicznie ścieżkę przez Wąwóz Smoków, który przez długi czas uchodził za nie do przejścia. Ale o tym później.
Zaplanowaliśmy w końcu dłuższą pętlę, z doliny Mariental nie skręcamy w prawo, lecz w lewo, ku niemniej ciekawemu wąwozowi Landgrafenschlucht. Wiąże się z nim następująca historia: „Według legendy margrabia Miśni, Fryderyk I, znany również jako Fryderyk Ugryziony – podobno ugryzła go jego własna matka – ukrył się tu ze swoimi ludźmi, aby zdobyć pobliski zamek Wartburg, a raczej, aby odebrać dziedzictwo, które uważał za sobie należne”. Kiedy pani Stephan, będąca również przewodniczką miejską, snuje te opowieści, mijamy buki pospolite, graby, klony i lipy. Niektóre z nich, leżące na ziemi, wyglądają teraz jak naturalne rzeźby nad szemrzącym potokiem. Brzegiem prowadzi ładna ścieżka, miejscami dość wilgotna. Stały dopływ wody i silnie porośnięte mchem powierzchnie to zasługa licznych, małych strumyków, spływających kaskadami po coraz bardziej stromym zboczu „Latem w wąwozach jest bardzo przyjemnie” – zauważa przewodniczka – „choć każda pora roku na swój sposób zachwyca tu swoją urodą”. Tej urodzie ulegają wszyscy: od osób preferujących wędrówki w pojedynkę przez rodziny aż po zorganizowane grupy.
Najpopularniejszy zamek i najbardziej uczęszczany szlak turystyczny w Niemczech
Widząc przerażenie w naszych oczach, Margit od razu uspokaja: „Tłumów nie ma co się obawiać, ruch zazwyczaj rozkłada się tu całkiem sprawnie”. Region kusi bądź co bądź setkami kilometrów tras, na czele z legendarnym szlakiem Rennsteig. Docieramy do niego po dłuższym podejściu. Mówiąc ściślej, najpierw idziemy kawałek historyczną drogą dla powozów, która pełniła kiedyś funkcję „autostrady średniowiecza”. Punkt widokowy „Marienblick”, z którego można oglądać Wartburg – dzięki przekładowi Biblii, dokonanemu przez Lutra, a także innym ważnym wydarzeniom najbardziej znany niemiecki zamek – mamy dziś tylko dla siebie. Warto też jednak popatrzeć gdzie indziej. Na leśnym gruncie można odkryć błękitny urzet barwierski i białe zawilce, a patrząc w kierunku wschodnim – wzgórza Hörselberge, które grają ważną rolę w operze Wagnera „Tannhäuser”. Wskazówka od naszej przewodniczki: widok ze skały Großer Drachenstein jest jeszcze wspanialszy, a to tylko kilka minut drogi pod górę…
Idąc drogą powozową na południe, wkraczamy wkrótce ewidentnie na szlak Rennsteig. Przy skrzyżowaniu z drogą B19 stoją odpowiednie tablice, są nawet informacje o planowanej budowie czterogwiazdkowego hotelu wellness obok dawnego pałacyku myśliwskiego „Hohe Sonne”, którego nazwa oznacza „wysokie słońce”. Skąd taka nazwa dla miejsca, które przez lata było kultową gospodą? Od żelaznego godła z symbolem słońca, u którego stóp wyciągamy teraz nasz prowiant i jemy kanapki przy jednym z drewnianych stołów. To dobra okazja, by porozmawiać o najpopularniejszym szlaku długodystansowym w Niemczech, który za czasów NRD właśnie tu się zaczynał. W latach 90. dołączono kolejne kilometry z dawnego pasa granicznego. Tradycyjnym punktem startowym jest teraz (ponownie) Hörschel nad rzeką Werra.
Przesmyki skalne, leżące na ziemi potężne drzewa
My jednak skręcamy wcześniej, schodząc zboczem w dół do Wąwozu Smoków. Dawniej ludzie wierzyli, że zamieszkuje go wężowy potwór o nazwie lindworm. Kult świętego Jerzego, pogromcy smoków i patrona Eisenach, dołożył swoje. A chwytliwa marketingowo nazwa tak czy tak działa – potwierdzi to pewnie każdy rodzic.
Wracając jednak do faktów: wąwóz na długości 2,6 kilometra pokonuje niemal 200 metrów różnicy poziomów. W środkowej części, na odcinku około 200 metrów, ściany skalne zbliżają się do siebie na odległość zaledwie 68 centymetrów. Biada temu, kto wypił za dużo piwa w Eisenach albo pochłonął za dużo turyńskich klusek lub kiełbasek! Najpóźniej w tym miejscu każdy też rozumie, dlaczego wózki dziecięce mają tu zakaz wstępu…
Jedno nas jeszcze jednak zastanawia: skąd w tej okolicy aż tyle wąwozów? Odpowiedź znajdujemy na tablicy informacyjnej: „Około 280 milionów lat temu w zagłębieniach terenu w okolicy Eisenach osadzały się rumowiska skalne z gór Turyngii, tworząc tzw. czerwony spągowiec – odporny zlepieniec skalny. W kolejnych milionach lat płynące wody erodowały żwir i materiał powierzchniowy, niosąc go w dół doliny”. Tak właśnie powstały głębokie jary i strome urwiska w tym regionie. Taki geologiczny skarb wymaga ochrony, dlatego utworzono tu rezerwat przyrody, który w 2015 roku powiększono do prawie 800 hektarów. To dobra wiadomość dla fauny i flory. Gigantyczne drzewa mogą więc pozostać tam, gdzie
upadły, co nadaje miejscu mistycznego charakteru. Służą one jednocześnie jako podłoże dla paproci i imponujących hub, a także jako schronienie dla wielu gatunków dzięciołów i nietoperzy. A wracając jeszcze do lindworma: „Istnieje tu nawet kilka gatunków jego potomków, na przykład salamandry plamiste i rzadkie traszki grzebieniaste” – dodaje z uśmiechem Marion Stephan.
Wszystko na zielono
Za drewnianymi kładkami ścieżka prowadzi coraz częściej po kratownicach z włókna szklanego z recyklingu. Bezpośrednio nad potokiem! Niesamowite! Woda huczy donośnie, a dźwięk potęgują blisko stojące skały. Jak system Dolby Surround! W ramach niezamierzonego efektu ubocznego przez ten szum w ogóle nie słychać pobliskiej drogi krajowej. Bo że jej nie widać, to oczywiste. Widać za to wszędzie dokoła mchy, paprocie i inne rośliny we wszystkich możliwych odcieniach zieleni. Ze wszystkich stron coś kapie i sączy się. Teraz rozumiemy wcześniejsze słowa przewodniczki: „Ze szlaku przez wąwozy zawsze wraca się trochę brudnym – i w mokrych butach”. Nie od środka, ale od zewnątrz. Białe sneakersy lub buty na obcasie? To fatalny pomysł. W zwykłych butach sportowych i przy odrobinie kondycji pokonacie jednak tę dwunastokilometrową, zajmującą od trzech do czterech godzin, trasę bez najmniejszego problemu.
Szlaki dodatkowe
Zdjęcie tytułowe: ©Dominik Ketz, Regionalverbund Thüringer Wald e.V.
Dostępność
Podobał się wam ten artykuł?
To też może was zainteresować:




